Działajmy! - Gabriel Kaczmarek, kompozytor, opowiada o swojej pracy

KOMPONOWANIE

W grudniu cieszyliśmy się z Twojego sukcesu – nagrody za muzykę do spektaklu “Królowa Śniegu”. Co czułeś, gdy okazało się, że zostałeś laureatem?

Zaskoczenie!

Zgłosiłem się do konkursu “Global Music Awards” trochę ulegając namową pani Anicety Bednarz, prezeski Fundacji Muzycznej APOLLO, z którą na co dzień współpracuję. Nie chciałem później usłyszeć, że nie wygrywa ten, kto nie próbuje (śmiech), a przy okazji czułem, że nagranie jest naprawdę udane – wraz z solistami i muzykami udało się nam osiągnąć nową jakość. Postanowiłem więc dać szansę temu pomysłowi.

I udało się – podwójny srebrny medal w kategorii kompozytor/kompozycja i klasyczna muzyka baletowa. A przecież ta płyta mogła nie powstać…

Rzeczywiście. Zaczęło się od pytań w zatłoczonych westybulach Teatru Wielkiego w Poznaniu w czasie wystawień spektaklu “Królowa Śniegu” – czy powstanie nagranie muzyki? Postanowiłem puścić w ruch machinę produkcyjną. Pierwszą cegiełką była dotacja z Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu. Wiedziałem wówczas, że muszę znaleźć resztę funduszy i zorganizować nagranie. Pomoc przyszła z ramienia Fundacji PZU, akcji crowdfundingowej, firmy Versim, Fundacji Muzycznej APOLLO. Uruchomiłem także własne środki (śmiech) i udało się! Powstało półtoragodzinne nagranie muzyki zapisanej na tysiącu stronach nut, w którego produkcję zaangażowanych było ponad 70 wykonawców.

Twórcza wyobraźnia nie znosi próżni, a Ty wciąż szukasz nowych artystycznych wyzwań. Przed nami spektakl “Tropem Białej Sowy”…

Tak, na początku lutego. Niemalże cały materiał muzyczny jest już gotowy. Na początku zakładałem, że bardzo silną kanwą do tej nowej historii będą tematy muzyczne znane z “Impresji zimowych”. W trakcie pracy nad widowiskiem okazało się jednak, że wraz z reżyserką spektaklu chcemy opowiedzieć zupełnie nową historię. W “Impresjach zimowych” obecne były np. wkomponowane w utwory kolędowe tematy muzyczne, w “Tropie Białej Sowy” zamiast tego rozwiązania proponuję większą różnorodność rytmiczną oraz instrumentacyjną, a także kontrastujące efekty emocjonalne, które mam nadzieję nie pozostawią widowni obojętnej.

Obok muzyki do “Tropem Białej Sowy” komponujesz także na potrzeby premiery Teatru Wielkiego w Poznaniu pt.“Troja(n)”. Czy odnajdziemy między tymi dwoma projektami podobieństwa?

Nie (śmiech). Można powiedzieć, że styl, który rozwijam we współpracy z Anią Niedźwiedź jest bardzo unikatowy, również w mojej twórczości. Mamy tu nasze wspólne inspiracje, ścisłe połączenie wyobrażeń wizualnych i audialnych. Stąd każdy projekt, który realizuję poza tą współpracą siłą rzeczy jest zupełnie inny.

“Troja)” tworzona jest z myślą o dorosłym odbiorcy, którego cechują duże kompetencje interpretatorskie i potrzeba uczestnictwa we współczesnym dyskursie muzycznym. Bogactwo brzmień uzyskanych dzięki współczesnym technikom kompozytorskich (m.in aleatoryzmowi, sonoryzmowi) ujętych w minimalistyczne repetytywne formy jest chyba najbliższym opisem tego co tym nowym balecie usłyszymy.

 

W DUECIE

 

Na co dzień artystycznie współpracujesz z Panią Dyrektor Anną Niedźwiedź. Słyniecie z niezwykłego porozumienia. Od zawsze tak było? A może potrzebowaliście czasu, aby wypracować wspólny język.

Zdecydowanie pierwsza wersja (śmiech). Wiecznie zaskakuje nas to, jak dużą zgodność mamy i spójność wizji mamy jeszcze nim je zwerbalizujemy. Wspólny kierunek w tworzeniu świata przedstawionego i podobna wrażliwość owocują tym, że mamy niesamowitą artystyczną zgodność. Świadczy o tym chociażby pierwsza scena w spektaklu “Królowa Śniegu”. Pamiętam, że rozpoczynając pracę nad muzyką chciałem koniecznie przekonać Anię do tego, żebyśmy nie zaczynali widowiska typowo, sceną ze śnieżycą i saniami, tylko spróbowali inaczej poprowadzić opowieść. Przygotowywałem się więc na długie namawianie i argumentowanie tego, dlaczego będzie to lepsza opcja. Okazało się, że nawet nie zdążyłem skończyć pytania, bo kiedy tylko zarysowałem pomysł na piekielną pierwszą scenę, gdyż Ania już wcześniej też o tym myślała i w ogóle nie brała pod uwagę typowego początku.

Na co dzień komponujesz, ale także pracujesz jako prezes Fundacji Artystyczno-Edukacyjnej Anny Niedźwiedź. Jak udaje Ci się łączyć te dwie tak odległe dziedziny?

Jeśli chodzi o pracę fundacyjną, to myślę, że realizuję dzięki niej tę bardziej społecznikowską część mojej natury. Oczywiście przygotowywanie ton dokumentów może mało kojarzy się z prometejskim poświęcaniem. Mam jednak świadomość, że gdyby nie dotacje, o które zabiegam część niezwykle wartościowych wydarzeń, jak chociażby Poznańskie Spotkania Baletowe, nie mogłaby się odbyć lub zaistniałaby w bardzo okrojonej formie. Samo zaangażowanie finansowe szkoły, z którą Fundacja działa w głębokim porozumieniu nie byłoby tu bowiem wystarczające. Aby utrwalać pamięć o wybitnych postaciach świata baletu czy kultury w ogóle konieczne są dodatkowe środki. Cieszę się, że udaje się nam przekonać decydentów, iż część publicznych pieniędzy warto przeznaczyć na wspieranie artystycznego świata. To bardzo mnie motywuje i daje siłę na codzienną pracę.

Niecodziennych połączeń jest w Twojej biografii więcej… Możesz się bowiem pochwalić tytułem inżyniera informatyki. Studiowałeś także muzykologię…

Tak to prawda. Nie przesadzałbym jednak z kryjącymi się za tym kompetencjami (śmiech). Jestem absolwentem informatyki na Politechnice Poznańskiej. Kilka lat temu był to najlepszy kierunek informatyczny w kraju, co zaowocowało tym, iż cudem udało mi się go skończyć, doczołgawszy się do inżynierskiego dyplomu – głównie z myślą o rodzicach, chcących mieć pewność, że nie umrę z głodu (śmiech). W przeciwieństwie do moich dzisiejszych zajęć, do informatyki nie miałem serca, choć wiele się dzięki niej nauczyłem. Najcenniejsza była z pewnością umiejętność szybkiego przyswajania wiedzy i kompetencji, które na studiach informatycznych warunkowały przetrwanie. Dzięki temu obecnie nie mam problemu ze zdobywaniem nowych umiejętności.

A jak wspominasz studia muzykologiczne?

Nieustające wakacje! Fascynujące oczywiście, spędzone z niesamowitymi osobowościami o ogromnej wiedzy o wszystkich zakamarkach muzyki, ludźmi, dla których ważne jest nawet to, czy rękopisy Bacha są zapisane na bardziej pomarańczowym czy żółtym papierze. Z drugiej strony nieco frustrujący w muzykologii jest jej głównie teoretyczny charakter. Mimo bowiem deklarowanego zaangażowania w krzewienie wśród młodych pokoleń miłości do kultury, często wyśmienitych koncepcji edukacyjnych, prawie żaden z tych pomysłów nie docierał do fazy urzeczywistnienia. Dziś, w miejscu, w którym jestem najbardziej więc doceniam fakt, że od myślenia koncepcyjnego do działania przechodzi się niemal natychmiast. Olbrzymia ilość idei i pomysłów znajduje w Szkole Baletowej Anny Niedźwiedź odzwierciedlenie w rzeczywistości.

PLANY

Skoro tak cenisz działanie, to z pewnością masz wiele pomysłów na swoją przyszłość. Uchylisz rąbka tajemnicy?

Z Anią mamy już bardzo dokładną wizję najbliższych dwóch lat (śmiech). Poza tym z pewnością chciałbym wrócić do komponowania muzyki filmowej, ponieważ to dziedzina, która rządzi się jeszcze innymi prawami niż komponowanie muzyki baletowej. O ile muzyka do widowisk jest bardziej skomplikowana i partytury osiągają imponujące rozmiary, o tyle kameralność i emocjonalizm muzyki filmowej jest dla mnie ponętny stanowiąc miłe uzupełnienie potrzeb twórczych w nieco mniej spektakularnym, a bardziej kameralnym wydaniu.